— Czyli jednak cię to dotknęło.
— Co dokładnie?
— To, że zapytałem.
Postawiłam torby na ławce przy sklepie i spokojnie skrzyżowałam ręce na piersi.
Nie byłam zdenerwowana.
Bardziej zdumiona.
— Mylisz się. Nie dotknęło mnie to, że zapytałeś. Zaskoczyło mnie tylko, że po dziesięciu latach nadal uważasz siebie za najważniejsze wydarzenie mojego życia.
Zamilkł.
W tym momencie z sąsiedniego butiku wyszła kobieta z dwójką dzieci.
Chłopiec, mniej więcej ośmioletni, opowiadał coś głośno i gestykulował, a młodsza dziewczynka trzymała matkę za rękę.
Kobieta wyglądała na zmęczoną, ale uśmiechała się do dzieci.
Mój były mąż odprowadził ich wzrokiem.
— Masz dzieci?
— Nie.
— Dlaczego?
Spojrzałam na niego.
— Bo my nigdy się nie zdecydowaliśmy. Najpierw mówiłeś, że trzeba zarobić na mieszkanie. Potem zrobić karierę. Potem odpocząć. A później uznałeś, że nie jestem wystarczająco dobra do twoich planów.
Zacisnął usta.
— Nie zaczynaj.
— To ty zacząłeś tę rozmowę.
Westchnął i przesunął dłonią po włosach.
— Chciałem tylko dowiedzieć się, jak żyjesz.
— A zacząłeś od pytania, czy żałuję.
— Myślałem, że może będzie ci ciekawie usłyszeć, że u mnie też nie wszystko potoczyło się idealnie.
— Nie jest mi ciekawie.
Wyraźnie go to zaskoczyło.
— Nawet nie zapytasz?
