– Jesteś ubrana jak strach na wróble. Nawet nie próbuj podchodzić do moich partnerów biznesowych – powiedział Artiom przy wejściu do sali bankietowej, po czym natychmiast uśmiechnął się do ludzi stojących za moimi plecami. – Dzisiaj jesteś moją żoną, a nie szefową. Siedzisz przy stole, uśmiechasz się i nie wtrącasz do rozmów.
Mówił cicho, ale nie dlatego, że zachowywał ostrożność. Po prostu już dawno nauczył się upokarzać mnie w taki sposób, żeby nikt dookoła tego nie słyszał. Dzięki temu, kiedy odpowiadałam głośno, to ja wyglądałam na przewrażliwioną i konfliktową.
Miał na sobie drogi garnitur, nowy zegarek i minę człowieka, który jeszcze przed rozpoczęciem wieczoru uznał się za jego gospodarza.
– To partnerzy mojej firmy, Artiom – odpowiedziałam. – I to ja podpisuję z nimi umowę.
Krótko się zaśmiał i poprawił mankiet koszuli.
– Właśnie dlatego proszę cię, żebyś milczała. Wszystko psujesz swoim wyglądem i tonem. Wiktor Pawłowicz przyszedł rozmawiać o poważnych pieniądzach, a nie patrzeć, jak moja żona udaje dyrektora.
