On myślał, że zostawia mnie z niczym
Dziesięć lat wcześniej zamknął walizkę przekonany, że to on odchodzi do lepszego życia.
Że ja pozostanę w naszym mieszkaniu, będę cierpieć i w końcu zrozumiem, jak wielki błąd popełniłam, nie zatrzymując go.
Przez lata wyobrażał sobie nasze przyszłe spotkanie.
W jego wersji miał zobaczyć kobietę nieszczęśliwą.
Samotną.
Zgaszoną.
Być może nadal czekającą.
Taką, która na jego widok pomyśli:
„Gdybym tylko wtedy bardziej walczyła”.
Nie dostał tej wersji.
Ale najważniejsze było to, że ja również nie budowałam życia po to, żeby kiedyś zepsuć jego wyobrażenie.
Przestałam żyć w odniesieniu do niego dużo wcześniej.
To dlatego podczas naszego przypadkowego spotkania mogłam spokojnie powiedzieć, że jego pytania nie są już moją sprawą.
Nie stracił gospodyni domowej
Przez bardzo długi czas chyba właśnie tak postrzegał znaczną część tego, co wnosiłam do naszego związku.
Czyste koszule.
Obiad.
Porządek.
Troska.
Pytania o zdrowie.
Pamiętanie o lekarstwach.
Czekanie.
Słuchanie.
To wszystko było dla niego tak oczywiste, że przestał widzieć osobę, która za tym stała.
Kiedy odszedł, wydawało mu się, że zostawia za sobą kobietę „zwyczajną”, zbyt domową i za mało interesującą.
