Chciałam zobaczyć, jak daleko Artiom posunie się przy świadkach.
Zachowywał się bardzo pewnie. Witał gości przy wejściu, ściskał dłonie, mówił, że „wchodzimy na nowy poziom”, a co chwilę zerkał w moją stronę, jakby kontrolował, czy grzecznie siedzę na miejscu.
Kiedy pojawił się Wiktor Pawłowicz Kowalow, właściciel „Siewiernego Konturu”, Artiom natychmiast zasłonił mnie ramieniem.
– Wiktorze Pawłowiczu, cieszę się, że pan dotarł. Dzisiaj bez nudnych liczb, tylko perspektywy – powiedział, po czym odwrócił się do prawniczki. – Łariso Michajłowno, pani również dobry wieczór. Mam nadzieję, że Wika nie zasypała pani swoimi poprawkami.
Łarisa Michajłowna spojrzała na mój identyfikator i spokojnie odpowiedziała:
– Poprawki były przydatne. Szczególnie te dotyczące podwykonawcy.
Artiom udał, że tego nie słyszy. Zawsze doskonale ignorował wszystko, co nie pasowało do jego wersji wydarzeń.
Przy stole również próbował ustawić mnie w roli żony
Posadził mnie nie obok Kowalowa, lecz dwa miejsca dalej, bliżej Tamary Iljinicznej. Teściowa przyszła w białej marynarce i z miną, jakby zaproszono ją nie na kolację biznesową, lecz na prezentację syna przed wpływowymi ludźmi.
– Wika, tylko nie zaczynaj dzisiaj swoich rozmów o udziałach i stanowiskach – powiedziała, gdy tylko usiadłam. – Mężczyzna powinien wyglądać na najważniejszego, szczególnie przy partnerach. Naprawdę tak trudno ci na to pozwolić?
– Trudno mi pozwolić niszczyć kontrakt dla cudzej firmy – odpowiedziałam.
– Znowu tylko pieniądze – skrzywiła się. – Artiom stara się dla rodziny. A ty wszystko liczysz, jakby był obcym człowiekiem.
Artiom usłyszał ostatnie zdanie i uśmiechnął się z zadowoleniem. Następnie nachylił się tak blisko, że poczułam zapach jego perfum.
– Jeszcze raz wspomnisz przy nich o cudzej firmie i natychmiast jedziesz do domu. Nie pozwolę ci zepsuć mojego wieczoru.
– Twojego wieczoru czy kontraktu firmy?
Spojrzał na mnie już bez uśmiechu.
– Dzisiaj to jedno i to samo.
Po tych słowach moje ostatnie wątpliwości zniknęły. Artiom nie zamierzał ze mną niczego uzgadniać. Planował postawić mnie przed faktem dokonanym w obecności gości, a później powiedzieć, że wszystko zostało publicznie ogłoszone i nie możemy już się wycofać.
