Chciał odpowiedzieć, lecz spojrzał na Marinę Olegownę, Andrieja i teczkę pełną protokołów.
Rozmyślił się.
Wyszedł bez słowa.
Po raz pierwszy od bardzo dawna opuścił moje biuro nie po efektownym przemówieniu, ale po podpisaniu dokumentu.
Rozwód i sprawy firmowe zostały rozdzielone
Postępowanie rozwodowe toczyło się osobno. Nie dyskutowałam o nim z Tamarą Iljiniczną, nie odsłuchiwałam długich wiadomości głosowych i nie zgadzałam się na spotkania, podczas których mieliśmy rzekomo „porozmawiać po ludzku”.
Na prywatne wiadomości Artioma odpowiadał prawnik.
Mieszkanie i udział w spółce były nabyte przed zawarciem małżeństwa, a dokumentacja nie znajdowała się w domu, lecz u przedstawiciela.
Tym razem nie pozostawiłam żadnej wygodnej przestrzeni do wywierania na mnie nacisku.
Po jego odejściu w biurze zrobiło się spokojniej
Już po kilku dniach atmosfera w firmie wyraźnie się zmieniła. Nie było euforii ani świętowania. Było po prostu spokojniej.
Pracownicy zaczęli przychodzić bezpośrednio do mnie, nie zastanawiając się wcześniej, co na daną sprawę powie Artiom.
Andriej przyniósł nowy regulamin zatwierdzania podwykonawców. Marina Olegowna zamknęła zbędne dostępy, które wcześniej z niewiadomych powodów funkcjonowały jako „tymczasowe”.
Prawnicy zaktualizowali wzory pełnomocnictw, aby żaden dyrektor handlowy nie mógł już przekształcić zwykłego zadania służbowego w prywatną demonstrację władzy.
Po zakończeniu kontroli zorganizowaliśmy krótkie spotkanie zespołu. Bez sali bankietowej, prowadzącego, muzyki i wielkich obietnic.
Stanęłam przed pracownikami w tej samej grafitowej sukience.
Okazała się całkiem odpowiednia do rozmów biznesowych.
