– Kontrakt z „Siewiernym Konturem” jest realizowany – powiedziałam. – Podwykonawcy przechodzą kontrolę. Zakresy uprawnień są ustalane na piśmie. Wszystkie sporne decyzje przechodzą przez odpowiednich kierowników i dział prawny.
Marina Olegowna jako pierwsza skinęła głową. Andriej dodał, że przygotowano już harmonogram pracy magazynów.
Pracownicy zadawali konkretne pytania związane z projektem.
To było lepsze niż jakiekolwiek oklaski.
Grafitowa sukienka została ze mną
Wieczorem wróciłam do domu i wyniosłam do przedpokoju ostatnie pudło z rzeczami Artioma.
Kurier odebrał jego marynarki, spinki do mankietów, dokumenty dotyczące prywatnego samochodu i tę samą zgniecioną plakietkę z bankietu.
Położyłam ją na samej górze, żeby od razu zobaczył swoje nazwisko bez stanowiska, które tak bardzo próbował sobie przywłaszczyć.
Na kuchennym stole został jedynie mój laptop oraz teczka z dokumentami rozwodowymi.
W kalendarzu miałam zwyczajne zadania: kontrakt, audyt podwykonawców, spotkanie z prawnikiem.
Było to zwykłe zawodowe życie – już bez człowieka, który przy wejściu do sali opłaconej przez moją firmę nazwał mnie strachem na wróble.
Zgasiłam światło w korytarzu i spojrzałam w lustro.
Grafitowa sukienka. Proste buty. Zmęczona twarz. Wyprostowane plecy.
Do roli żony stojącej w cieniu „silnego męża” rzeczywiście się nie nadawałam.
Do prowadzenia własnego życia i własnej firmy to jednak w zupełności wystarczało.
