– Gabinet jest przypisany do stanowiska i odpowiednich uprawnień. Wobec Artioma trwa obecnie postępowanie wewnętrzne.
Teściowa gwałtownie wypuściła powietrze i zrobiła krok w moją stronę.
– Jesteś niewdzięczna. On tyle zrobił dla twojej firmy, a ty zniszczyłaś go przy obcych ludziach.
– Za pracę otrzymywał wynagrodzenie, premie i samochód służbowy. Nie otrzymywał w zamian prawa do wstawiania firmy swojego kolegi do kontraktu.
Artiom stał za jej ramieniem i nie przypominał już człowieka z poprzedniego wieczoru. Garnitur był ten sam, zegarek również, ale cała pewność siebie gdzieś zniknęła.
Potrzebował sceny, muzyki i ludzi, którzy nie znali dokumentów.
Na recepcji sytuacja wyglądała zupełnie inaczej.
– Wika, porozmawiajmy bez obcych – powiedział łagodniej. – Spokojnie, w domu. Nie rozumiesz, jak to wygląda z zewnątrz.
– Z zewnątrz wygląda to jak próba wprowadzenia podwykonawcy bez wymaganej kontroli. I dokładnie to teraz sprawdzamy.
W tej samej chwili z sali konferencyjnej wyszła Łarisa Michajłowna. Przyjechała na spotkanie zaplanowane na dziesiątą, z teczką dotyczącą kontraktu i spokojną miną osoby, dla której wydarzenia poprzedniego wieczoru wszystko wyjaśniły.
– Dzień dobry, Wiktorio Andriejewno – powiedziała. – Wiktor Pawłowicz spóźni się dwadzieścia minut, ale prosił, abyśmy rozpoczęli bez niego.
Tamara Iljiniczna odwróciła się do niej.
– Powinna pani rozumieć, że to Artiom prowadził ten projekt.
– Rozumiem, że umowę podpisuje osoba posiadająca odpowiednie uprawnienia – odpowiedziała Łarisa Michajłowna. – W piątek zakres pełnomocnictwa został wyjaśniony. Dla nas to wystarczające.
Artiom nic nie powiedział.
Zrozumiał, że po raz drugi nie uda mu się odegrać roli osoby najważniejszej.
Kontrakt podpisaliśmy bez „Magistral Plus”
Poprosiłam ochronę, aby odprowadziła Artioma do poczekalni, gdzie miał złożyć pisemne wyjaśnienie dotyczące otrzymanego zawiadomienia.
Tamara Iljiniczna próbowała pójść za nim do części biurowej, ale spokojnie poinformowano ją, że nie jest ani pracownikiem, ani kontrahentem i nie posiada uprawnień do wejścia.
Oburzała się jeszcze przez kilka minut, po czym ruszyła w stronę windy i powiedziała synowi, że „z taką żoną rodziny się nie buduje”.
Nie odpowiedziałam. Nie było już sensu spierać się z tym stwierdzeniem.
