— Mama lubi, kiedy pięknie się o nią dba.
Nacisnęłam przycisk interkomu.
— Czego potrzebujecie?
— Musimy porozmawiać.
— Możemy rozmawiać przez domofon.
Mama natychmiast się zirytowała.
— Przestań robić cyrk. Jestem twoją matką.
— A ja waszą żebraczką?
Drgnęła.
— Wszystko źle zrozumiałaś.
— Usłyszałam to własnymi uszami.
— Byłam zdenerwowana.
— Dlatego kazałaś ochronie mnie wyprowadzić?
Mama odpowiedziała:
— Przyszłaś bez zaproszenia.
Zamilkłam.
Możliwe, że nawet sama nie rozumiała, jak okrutnie brzmią te słowa.
— Jestem waszą córką — powiedziałam. — Nie wierzycielem. Nie księgową. Nie kartą bankową.
— Nigdy nie traktowaliśmy cię jak karty bankowej.
Zaśmiałam się bez radości.
— W takim razie dlaczego dzwoniliście do mnie przede wszystkim wtedy, kiedy potrzebowaliście pieniędzy?
— Wychowaliśmy cię.
— Tak.
Po chwili dodałam:
— I od dwunastu lat za to płaciłam.
— Nie waż się tak mówić o rodzinie!
