Nie wiedziałam gdzie.
Ale byłam pewna.
„Jak się nazywasz?”
„Elena Marinova”.
A potem to nazwisko mnie uderzyło.
Nie twarz.
To nazwisko.
Elena Marinova.
Była starsza analityczka finansowa w mojej firmie.
Kobieta zwolniona osiem miesięcy temu za „systematyczne nadużycie poufnych danych i próbę oszustwa finansowego”.
Sprawę, którą osobiście podpisałam.
Bez spotkania z nią.
Bez wysłuchania jej.
Dopiero po raporcie od dyrektora finansowego i działu prawnego.
Poczułam, jak chłód ulicy wraca pod moją skórę.
Elena też mnie rozpoznała.
Widziałam to w jej oczach.
„Jesteś Stefan Petrov”.
To nie było pytanie.
„Tak”.
Zbladła jeszcze bardziej.
Po czym cicho się zaśmiała.
Ale w tym śmiechu nie było nic śmiesznego.
„Oczywiście.”
„Elena…”
„Nie.”
Cofnęła się o krok.
„Proszę, odejdź.”
Victor spojrzał to na nią, to na mnie.
„Mamo, co się dzieje?”
„Nic, kochanie.”
„Znasz go?”
Zacisnęła usta.
„Był moim szefem.”
