„Vicky? Czemu się spóźniłaś?”
Kobieta, która wyszła z małej kuchni, była blada i wyraźnie wychudzona. Miała ciemne włosy związane nisko z tyłu głowy i na sobie stary kardigan nałożony na jasną bluzkę.
Na mój widok zamarła.
Potem spojrzała na torby.
Jej twarz się zmieniła.
„Victor”.
Nie musiała podnosić głosu.
Dziecko natychmiast spuściło głowę.
„Mamo, nie prosiłam”.
„Co zrobiłaś?”
„Po prostu poprosiłam o chleb”.
Zamknęła oczy.
Przez sekundę wyglądała, jakby miała zemdleć.
Postawiłem torby na podłodze.
„Proszę pani, to moja wina”.
Odwróciła się do mnie.
„Nie chcemy jałmużny”.
„Nie powiedziałem, że to jałmużna”.
„Więc o co chodzi?”
Odpowiedziałem po krótkiej ciszy:
„Dług”.
Spojrzała na mnie zdezorientowana.
„Nie znam pani”.
„Nie osobiście”.
Przyjrzałem się jej bliżej.
Coś mnie zaniepokoiło.
Była.
Widziałam tę kobietę.
