Rodzice zaczęli dzwonić coraz rzadziej.
Najpierw dzwonili z oskarżeniami.
Później z prośbami.
W końcu rozmowy stały się krótkie i pełne milczenia.
Pewnego dnia mama powiedziała:
— Czyli naprawdę postanowiłaś nas ukarać.
Odpowiedziałam:
— Nie.
— A jak to nazwiesz?
— Przestałam kompensować skutki waszych własnych decyzji.
— Czy to nie jest to samo?
— Nie.
Powiedziałam bardzo spokojnie:
— Kara polegałaby na tym, że celowo robię wam krzywdę.
Przerwałam na moment.
— A tutaj po prostu przestałam robić krzywdę sobie.
Mama długo milczała.
Potem zadała pytanie, którego wcześniej właściwie nigdy nie słyszałam:
— Jesteś szczęśliwa?
Spojrzałam przez okno.
Na zewnątrz padał śnieg.
Na stole leżały rysunki nowego projektu.
W lodówce czekała butelka szampana.
Kupiłam ją nie dla rodziców.
