Reklama
„Ja zdecyduję, co zostaje.”
Jego uśmiech zbladł. „Przeżywasz żałobę. To nie jest czas na podejmowanie emocjonalnych decyzji”.
Spojrzałem za niego, w stronę tylnej szyby. Schronienie Victora znajdowało się za płotem, częściowo ukryte wśród chwastów.
„Zabawne” – powiedziałem. „Mama mówiła mi to samo o tobie”.
Dłoń Marka zamarła na tekturowym pudełku. „Co powiedziała Stephanie?”
„Że gdybyś się zmienił, nie pozwoliłbym ci dotknąć niebieskiego pudełka.”
Na sekundę jego twarz się zmieniła.
„To nie jest czas na podejmowanie emocjonalnych decyzji”.
Reklama
Potem zaśmiał się cicho. „Była chora”.
“Ona się bała.”
“O mnie?”
“Powiedz mi.”
Spojrzał w stronę krewnych w salonie, po czym zniżył głos.
“Pozwól, by stary ból zaginął, Fiono.”
“Ona była chora.”
***
Reklama
Następnego ranka zrobiłem gulasz wołowy, bo to był jedyny posiłek, którego nie zepsuję. Włożyłem go do jednego z plastikowych pojemników mamy i pojechałem z powrotem do domu mamy.
Pierwszą rzeczą, którą zauważyłem, było to, że schronisko Victora było puste.
Koc był złożony. Puszki po kawie zniknęły. Nawet stos drewna na opał był równo ułożony.
„Wiktor?” zawołałem.
