Reklama
Po pogrzebie dom mamy wypełnił się kanapkami i cichymi głosami. Kupiła go lata później, uzbierawszy co do dolara.
Wujek Mark stał przy korytarzu i już dotykał pudeł.
Podszedłem do niego. „Co robisz?”
Posłał mi ten spokojny uśmiech, którego używał, gdy chciał, abym poczuła się nierozsądna.
“Agregat.”
„Przeglądając jej rzeczy?”
„Twoja matka za dużo trzymała, Fiono. Stare papiery. Potłuczone naczynia. Rzeczy, które tylko ją zasmucały”.
“Co robisz?”
