Chłopak sięgnął po najmniejszy bochenek chleba.
„Ile to kosztuje?”
Sprzedawczyni podała mu cenę.
Policzył monety jeszcze raz i odetchnął z ulgą.
„Wystarczy.”
Wtedy zrobiłem krok naprzód.
„Weź ten większy.”
Chłopak się odwrócił.
Jego oczy były ciemne, poważne i niezwykle uważne jak na dziecko.
„Nie, dziękuję.”
Jego odpowiedź mnie zaskoczyła.
„Zapłacę.”
Pokręcił głową.
„Mama mówi, żeby nie brać pieniędzy od nieznajomych.”
„Twoja mama ma rację.”
Wyjąłem portfel.
„W takim razie nie dam ci pieniędzy. Kupię chleb, a ty zdecydujesz, czy go przyjąć, czy nie”.
Chłopak przyjrzał mi się uważnie.
Potem spojrzał na mój garnitur.
„Jesteś bogaty?”
Sprzedawczyni ukryła uśmiech.
Ja też.
„Mam więcej, niż potrzebuję”.
„Nie o to pytano”.
Nie mogłam powstrzymać się od śmiechu.
„Tak. Chyba jestem bogata”.
Zamilkł.
„W takim razie niesprawiedliwe jest, żebyś płacił”.
To sprawiło, że przykucnęłam przed nim.
„Dlaczego?”
„Bo nie mogę ci oddać pieniędzy”.
Nagle zaschło mi w gardle.
„Może kiedyś pomożesz komuś innemu”.
