Chłopiec poprosił tylko o trochę chleba dla swojej głodnej matki, nie wiedząc, że mężczyzna stojący za nim to dyrektor, który podpisał dokument, na

Pokręciłem głową.

„Nie. Na co pozwoliłem.”

O dziesiątej rano Georgi wszedł do mojego biura jak zawsze.

Z pewnym siebie uśmiechem.

„No, w końcu. Wczoraj wszyscy oszaleli z powodu odwołanego spotkania. Co było takiego…”

Zamilkł.

Prawnicy siedzieli przy stole.

Ivan.

Przewodniczący komisji audytorskiej.

I dwóch ochroniarzy.

Jego uśmiech zniknął.

„Co się dzieje?”

Wskazałem na krzesło.

„Usiądź.”

„Stefane…”

„Usiądź.”

Usiadł.

Położyłem przed nim pierwszą teczkę.

Potem drugą.

Potem trzecią.

Jego twarz powoli się zmieniła.

„To niczego nie dowodzi.”

„Wręcz przeciwnie.”

„Ktoś próbuje mnie wrobić.”

„Jak Jelena Marinowa?”

Po raz pierwszy stracił panowanie nad sobą.

Jego oczy zamrugały.

Tylko na chwilę.

Ale to wystarczyło.

„Nie wiem, o czym mówisz.”

„Oczywiście.”

Pochyliłem się do przodu.

„Ale mamy już dokumentację systemową. Płatności. Firmy. Powiązania. I wiemy, kto sfałszował jej postępowanie dyscyplinarne.”

Zbladł.

„Uważaj, o co mnie oskarżasz.”

„Już cię nie oskarżam.”

Otworzyłem ostatnią teczkę.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *