„I jeszcze jedno. Chcę kopię całego archiwum postępowania dyscyplinarnego przeciwko Elenie Marinowej. Oryginalne akta, a nie streszczenia.”
Elena patrzyła na mnie nieruchomo.
„W ciągu godziny.”
Rozłączyłem się.
„To niczego nie naprawi” – powiedziała.
„Wiem.”
I po raz pierwszy od lat moje słowa nie były słowami dyrektora wykonawczego.
Były słowami człowieka, który się wstydził.
„Ale może to jakiś początek.”
Odłożyłem jedzenie i wyszedłem.
Wiktor wybiegł z pokoju tuż przed tym, jak zamknąłem drzwi.
„Proszę pana!”
Odwróciłem się.
Trzymał bagietki w obu rękach.
„Dzięki za chleb”.
Spojrzałem na niego.
A potem na jego matkę.
„Powinienem panu podziękować”.
„Za co?”
Uśmiechnąłem się smutno.
„Za to, że mnie powstrzymał”.
Nie sądzę, żeby mnie zrozumiał.
Ale kiedyś zrozumie.
Byłem w centrali o dziewiątej wieczorem.
Prawie całe dwudzieste pierwsze piętro było ciemne.
W sali konferencyjnej siedziałem ja, Ivan z audytu wewnętrznego, Nelly i dwóch zewnętrznych prawników, którym ufałem.
Przed nami leżały setki stron.
O 22:17 Ivan podniósł wzrok znad laptopa.
„Stefane”.
Znam go od piętnastu lat.
Nigdy nie zwracał się do mnie po imieniu w pracy, chyba że chodziło o coś poważnego.
„Co?”
Odwrócił ekran.
„Raport przeciwko Marinowej został zmanipulowany”.
Nikt się nie odezwał.
„Jak?”
