Przez kilka sekund żadne z nas się nie odzywało.
Potem śmiałam się przez łzy.
Pojechałam na stację myśląc, że zrobię mężowi niespodziankę z okazji urodzin.
Zamiast tego Tyler niemal złamał mi serce, uratował życie dziecku, a mimo to wciąż wyglądał na zawstydzonego tym, że ludzie robią wokół niego zamieszanie.
Podszedłem bliżej.
“Nadal jesteś idiotą.”
Uśmiechnął się.
“Tak.”
“Ale jestem z ciebie dumny.”
Jego oczy złagodniały.
“Tę część wezmę.”
Następnego ranka kapitan Reyes przyniósł ciasto do pokoju szpitalnego Tylera.
Cała załoga przyszła z nim.
Podobnie jak balony.
