Pomyślałam o dziewczynie, którą kiedyś byłam, o siostrze, która kłamała, i o mężczyźnie siedzącym obok mnie, który przez dziesięciolecia próbował wrócić do domu.
— Tylko tych straconych lat — odpowiedziałam.
— Nigdy tej obietnicy.
Daniel się uśmiechnął.
Jego uśmiech był teraz starszy, podobnie jak mój.
A jednak w jakiś sposób wciąż był tym samym uśmiechem, który zapamiętałam, gdy mieliśmy po piętnaście lat.
Przez pięćdziesiąt pięć lat inni ludzie decydowali o tym, jaka jest prawda.
Teraz prawda należała do nas.
A czas, który jeszcze nam pozostał, wreszcie należał **do nas**.
