To ja powinnam zapytać.”
Pokazałam mu list.
Jego twarz się załamała.
„Powinienem ci powiedzieć…”
„To powiedz.”
„Przychodzę tu od dwóch lat. Po pracy. Przebieram się. Rozśmieszam dzieci. Przez Owena.”
Zrobiło mi się zimno.
Owen kiedyś powiedział, że najgorsze nie jest cierpienie, tylko strach innych dzieci.
Charlie chciał im dać choć godzinę śmiechu.
„Nie powiedziałem mu” – wyszeptał. – „Chciałem, żeby to było dla niego… nie przez niego.”
Wtedy zrozumiałam, że jego dystans nie był odrzuceniem.
