„Z jakich kont?”
„Umowy konsultingowe. Fikcyjni dostawcy. Zawyżone faktury. Niektóre płatności były dzielone, żeby nie przekroczyć progu dodatkowej akceptacji”.
Mówiła bez namysłu.
Nie jak ktoś, kto zmyśla.
Jak finansista.
„Komu podlegałeś?”
Spojrzała na mnie w sposób, który od razu uzmysłowił mi odpowiedź.
„Dyrektor finansowy”.
Ścisnął mi się żołądek.
Gieorgij Władow.
Mężczyzna, którego znałem od jedenastu lat.
Mężczyzna, który siedział po mojej prawej stronie na każdym spotkaniu.
Mężczyzna, którego nazwisko widniało pod raportem o zwolnieniu Eleny.
„Dwa dni później zabrali mi służbowego laptopa” – kontynuowała. „Tydzień później powiedzieli mi, że przenosiłem poufne pliki na dysk zewnętrzny”.
„Zrobiłeś to?”
„Tak”.
Nie spodziewałem się takiej odpowiedzi.
