Zdjęłam okład z lodem z nogi.
„O czym ty mówisz?”
„O imprezie przy basenie w przyszłą sobotę. Trzydziestu gości”, powiedział. „Utrzymałem to w rozsądnych granicach, Talia.”
Spojrzałam na niego, a potem na gips oparty na dwóch poduszkach.
„Rozsądnych dla kogo?”
„Dla domu. Połowa z nich prawie nic nie je.”
„Świetnie. Może więc druga połowa może gotować.”
Jego uśmiech zniknął, gdy zrozumiał, że mówię poważnie.
„Potrzebuję przekąsek, żeberek, sałatek, drinków i twojego warstwowego tortu.”
„Potrzebujesz?”
„To moje czterdzieste urodziny, Talia. Czy nie mogę chcieć czegoś wyjątkowego? Zwłaszcza od własnej żony?”
Spojrzał na mój gips, jakby dopiero teraz przypomniał sobie, że istnieje.
„Możesz siedzieć podczas przygotowań.”
„Zaproponowałam kolację tylko z tobą i Diane. Ty zaprosiłeś 30 osób bez pytania mnie.”
„Spokojna kolacja byłaby przygnębiająca.”
Oddałam mu listę.
„Zatrudnij kogoś, zamów jedzenie albo zmniejsz listę gości.”
„To zamów gotowe zestawy.”
„Nie chcę, żeby moje urodziny wyglądały tanio.”
Spojrzałam mu w oczy.
„Wolisz, żeby twoja kontuzjowana żona gotowała cały dzień, niż żeby twoi znajomi zobaczyli kupione jedzenie?”
„Moja matka organizowała większe przyjęcia niż to.”
„Ona by sobie poradziła.”
I właśnie to było sednem.
Porównanie, którego używał za każdym razem, kiedy chciał mojego wysiłku, ale nie chciał widzieć ceny, jaką za niego płaciłam.
„Zadzwoń do gości”, powiedziałam. „Powiedz im, że plany się zmieniły.”
„Nie odwołam.”
„Nie mogę spędzić swoich urodzin w kuchni.”
Jego odpowiedź padła natychmiast.
Donald doskonale wiedział, że praca w kuchni będzie dla mnie wyczerpująca.
Po prostu uważał, że zmęczenie należy do mnie.
