Poślubiłam umierającego mężczyznę, aby spełnić jego ostatnie życzenie. Dziesięć dni później stałam obok jego trumny, ściskając pierścionek, którego nie miał już siły wsunąć mi na palec.

Tego wieczoru jego prawnik przyszedł z czymś, czego Carl zabronił mu ujawniać, dopóki jeszcze żył — z czymś, co na zawsze zmieniło sposób, w jaki miałam go wspominać.
Trzy razy w tygodniu pracowałam jako wolontariuszka w lokalnym programie wsparcia dla osób chorych terminalnie.
Większość pacjentów pragnęła prostych rzeczy.
Ciepłego posiłku.
Czystej pościeli.
Kogoś, kto usiądzie obok nich i zostanie choć na chwilę.
Carl chciał jednak grać w Scrabble.
Miał czterdzieści lat, był wychudzony przez leczenie i mieszkał sam w małym domu pełnym książek. Podczas mojej pierwszej wizyty wskazał na planszę do gry, zanim zdążyłam jeszcze zdjąć płaszcz.
— Umiesz grać? — zapytał.
— Tak.
— Oszukujesz?
— Tylko kiedy jest to konieczne.
Przyglądał mi się przez kilka sekund.
— Chyba się dogadamy.
I rzeczywiście tak było.
