Nie wchodziłem do pokoju pełnego obcych ludzi.
Przynajmniej tak myślałem.
Odebrałam ciasto na chwilę przed wyjściem.
Pracownik piekarni ostrożnie podał mi białe pudełko.
“Urodziny?”
“Mojego męża.”
„Wielkie plany?”
Spojrzałem na balony upchnięte na tylnym siedzeniu mojego samochodu.
“Miejmy nadzieję.”
Ona się roześmiała i złożyła mu życzenia urodzinowe.
Odjechałem czując się niesamowicie zadowolony z siebie.
Balony wciąż lądowały w lusterku wstecznym.
Na jednym ze świateł srebrny balonik przesunął się do przodu i uderzył mnie w bok twarzy.
„Zniszczysz to zanim tam dotrę” – mruknąłem.
Odepchnąłem go i pojechałem dalej.
Stacja nie była daleko.
Podróżowałem tą trasą tak wiele razy, że rzadko myślałem o trasie.
Minąłem sklep spożywczy, który lubił Tyler, stację benzynową, gdzie zawsze kupował okropną kawę, i skrzyżowanie, na którym kiedyś czekałem prawie 20 minut, bo pociąg towarowy najwyraźniej postanowił zepsuć mi popołudnie.
Wszystko wydawało się normalne.
Ten szczegół będzie mi towarzyszył później.
Nie było na dysku niczego, co by mnie ostrzegło.
Nic dziwnego.
Brak wiadomości.
Żadne powiadomienie nie zostało pominięte.
Nic.
Zaparkowałem przed wejściem, balony odbijały się od dachu mojego samochodu, a ja podszedłem do drzwi wejściowych, trzymając ostrożnie tort w obu dłoniach.
Spodziewałem się, że ktoś to od razu zauważy.
Tak, zrobili to.
Po prostu nie tak to wyglądało, jak się spodziewałem.
Nikt się nie uśmiechnął.
To była pierwsza rzecz, którą zauważyłem, jeszcze zanim powiedziałem cokolwiek.
Kilku facetów podniosło wzrok, popatrzyli na siebie, a potem zupełnie odwrócili ode mnie wzrok, jakby czekali, aż ktoś inny się odezwie.
Przez sekundę zastanawiałem się, czy nie przerwałem czegoś poważnego.
Stacja nie była tak głośna, jak pamiętałem.
W tle nie słychać dźwięku telewizora.
Nikt nie woła z drugiej strony pokoju.
Żaden głupi żart nie leci w moją stronę.
Powietrze wydawało się dziwnie nieruchome.
Zacisnęłam palce na pudełku z ciastem.
Może mieli trudną decyzję.
Tak się stało.
Tyler mówił mi już wcześniej, że czasami stacja po tym zdarzeniu milczy. Każdy odbierał to inaczej.
Powiedziałem sobie, że to już wszystko.
Wtedy zauważyłem, że jeden strażak spojrzał na balony i natychmiast spuścił wzrok.
Inny mężczyzna odchrząknął i ruszył w stronę przeciwległego brzegu zatoki.
Mój entuzjazm zaczął opadać.
Nie znika.
Po prostu się zmieniam.
Poczułem w żołądku lekkie zdenerwowanie.
Rozejrzałem się za Tylerem.
Nie widziałem go.
Może był w kuchni.
Może brał prysznic.
Może chcieli mnie oszukać.
Ta ostatnia możliwość faktycznie sprawiła, że poczułem się lepiej.
Ekipa Tylera uwielbiała wprawiać ludzi w zakłopotanie przed ujawnieniem żartu.
Prawie się uśmiechnąłem.
Prawie.
„Czy Tyler jest w pobliżu?” zapytałam, wciąż trzymając ciasto, a mój głos brzmiał ciszej, niż zamierzałam.
Nikt nie odpowiedział od razu.
Ta cisza była gorsza niż cokolwiek, co mogli powiedzieć.
Wtedy kapitan Reyes wyszedł powoli z tylnego biura, a na jego twarzy pojawił się wyraz, którego nigdy wcześniej u niego nie widziałem.
Znałem kapitana Reyesa od lat.
